KKS Lech Poznań, dumnie nazywany przez kibiców Kolejorzem, to jeden z najbardziej utytułowanych klubów w historii polskiej piłki. Tożsamość „kolejarska" – sięgająca czasów, gdy zespół funkcjonował przy strukturach PKP – do dziś kształtuje charakter klubu i relację z fanami. W sezonie 2024/25 Lech pod wodzą duńskiego trenera Nielsa Frederiksena zdominował Ekstraklasę, sięgając po dziesiąty tytuł mistrza Polski. Stabilna gra, świetna organizacja i konsekwencja taktyczna pozwoliły wyprzedzić najsilniejszych rywali z Częstochowy i Warszawy, a kluczową postacią ataku był szwedzki napastnik Mikael Ishak, łączący skuteczność z przywództwem na boisku.
Ten krajowy triumf stanowi zwieńczenie budowy silnej europejskiej marki. W Lidze Konferencji Europy Lech dotarł do ćwierćfinału, eliminując wyżej notowane zespoły, m.in. Bodø/Glimt i Djurgårdens IF, a pamiętne mecze z Fiorentiną pokazały, że potrafi rywalizować z czołowymi drużynami Starego Kontynentu. Połączenie regularnych sukcesów w Polsce z odważną grą w europejskich pucharach ugruntowało pozycję Lecha jako klubu, który nie boi się grać o więcej niż tylko ligowe punkty.
Lech Poznań w Lidze Europy 2026/27: trudni przeciwnicy, realne szanse
Lech Poznań wraca do Ligi Europy z pozycji klubu, który już wie, jak wygląda europejska rywalizacja na najwyższym poziomie. Terminarz przyniósł mu dwóch rywali z Premier League (Crystal Palace i Sunderland) oraz dwóch z Portugalii (Benfica i Torreense) – w tym szansę na rewanż za bolesną porażkę z Benfiką sprzed sześciu lat.
Crystal Palace na inaugurację, Bayer od razu potem
Kampanię europejską Lech otworzy 17 września na wyjeździe w Londynie – z Crystal Palace, świeżo upieczonym triumfatorem Ligi Konferencji, który w Lidze Europy zadebiutuje we własnym mieście przy dopingu swojej publiczności. To trudny start, bo Anglicy będą chcieli od razu pokazać, że awans nie był przypadkiem.
Zaledwie miesiąc później, 15 października, Lech przyjmie w Poznaniu Bayer Leverkusen – jednego z kandydatów do wygrania całej fazy ligowej i klub regularnie występujący w Lidze Mistrzów. Niemiecka drużyna trafiła do rywali Lecha z pierwszego koszyka, co samo w sobie mówi wiele o skali wyzwania. Mecz przy Bułgarskiej to jednak też okazja – gospodarze grający przy komplecie kibiców potrafili w przeszłości sprawiać kłopoty faworytom.
Sunderland w Poznaniu i węgierski rywal z doświadczeniem
Tydzień po starciu z Bayerem, 22 października, do Poznania przyjeżdża Sunderland – obok Crystal Palace drugi angielski rywal Lecha w tej fazie ligowej. To mecz, w którym gospodarze powinni czuć się zdecydowanie pewniej niż w starciu z Bayerem, mimo że Sunderland gra przed świetnie dopingującą publicznością na Wearside.
5 listopada Lech wybiera się do Lizbony na spotkanie z Benfiką – klubem, z którym Poznaniacy mają już rachunki do wyrównania. W fazie grupowej Ligi Europy 2020/21 Lech przegrał oba mecze z tym rywalem, tracąc łącznie osiem bramek. Sześć lat później „Kolejorz" dostaje szansę na rewanż, choć portugalski klub od tamtej pory jeszcze urósł w siłę.
Bruksela, Budapeszt i dwa portugalsko-greckie akcenty na koniec
26 listopada Lech zagra na wyjeździe z Royale Union Saint-Gilloise – belgijskim klubem, który w ostatnich latach regularnie zaskakuje w europejskich pucharach i potrafi grać otwartą, ofensywną piłkę nawet z faworyzowanymi rywalami. To spotkanie może się okazać trudniejsze, niż sugerowałaby historia i renoma przeciwnika.
10 grudnia, w ostatnim meczu roku kalendarzowego, Lech podejmie w Poznaniu Ferencváros – byłego mistrza Węgier i stałego uczestnika europejskich pucharów, z którym powinien liczyć na komplet punktów przed własną publicznością.
Fazę ligową Lech zamknie dwoma spotkaniami w styczniu. 21 stycznia w Poznaniu zmierzy się z SCU Torreense – sensacyjnym zdobywcą Pucharu Portugalii, klubem bez dużego budżetu i europejskiego doświadczenia, co czyni go teoretycznie najsłabszym rywalem w tej ośemce. Tydzień później, 28 stycznia, sezon zamknie wyjazdem na Kretę, gdzie zmierzy się z OFI – zdobywcą Pucharu Grecji, który może okazać się nieoczywistą pułapką na sam koniec rozgrywek.
Dwa bieguny terminarza – co to oznacza dla awansu
Terminarz Lecha jest wyraźnie spolaryzowany: z jednej strony Bayer Leverkusen i Benfica, czyli rywale z górnej półki europejskiego futbolu, z drugiej Torreense i – potencjalnie – OFI Kreta, gdzie punkty powinny przyjść bez większych problemów. Pomiędzy tymi biegunami są Sunderland, Crystal Palace, Union SG i Ferencváros – mecze, które w praktyce zadecydują, czy Lech znajdzie się w najlepszej ósemce fazy ligowej, czy będzie musiał przechodzić przez baraże.
Realistyczny cel to okolice 8–10 punktów, co przy obecnym formacie rozgrywek powinno wystarczyć na miejsce w strefie play-off do 1/8 finału. Żeby myśleć o bezpośrednim awansie bez dodatkowej rundy, Lech musiałby wygrać przynajmniej jeden z wyjazdowych meczów z topowym rywalem – Crystal Palace, Benfiką lub Union SG – i nie stracić żadnego punktu w starciach z Torreense i OFI Kreta. Dla klubu, który już wcześniej grał w europejskich pucharach, to zadanie ambitne, ale nie z gatunku niewykonalnych.
Procentowe szanse Lecha na zwycięstwo w każdym z ośmiu spotkań, wyliczone według modelu Euroranking, znajdują się w tabeli poniżej. Są one oparte na aktualnej ocenie Elo.